kom. (13)
482
Serialowe metamorfozy
Seriale to nie tylko zapychacz telewizyjnej ramówki – to niezła maszynka do hipnotyzowania widzów, jak mówią medioznawcy. A hipnotyzować można nie tylko fabułą, ale przede wszystkim zmianami w scenariuszu dotyczącymi wyglądu czy zachowania bohaterów, które są najczęściej wymuszone spadającymi słupkami oglądalności tasiemców i potrzebą wprowadzenia nowych, zaskakujących elementów do fabuły. A najbliższą okazją do poznania serialowych fabuł z nowej strony jest nadchodząca jesienna ramówka tasiemców w telewizji.

Jak to się robi, czyli metamorfoza od kuchni
Jak najszybciej odświeżyć serial? Wprowadzając zmiany, to proste. Tasiemce mają bowiem to do siebie, że są bardzo ryzykownym produktem, potrafiącym szybko znaleźć się na fabularnej mieliźnie. Jeśli scenarzyści są kiepscy i na przykład nie potrafią przerobić podanego na tacy zagranicznego formatu na polskie realia, serial czeka telewizyjna śmierć, jeśli jednak odznaczają się dużą kreatywnością, to tasiemiec osiąga trzy zera w ilości odcinków, a wszyscy zatrudnieni na planie mogą się cieszyć stałym dopływem gotówki. Zmiany zmianami, tylko jak je się robi, żeby były dobre?
Czy metamorfozy charakterów bohaterów są dla widzów wiarygodne? Na pewno mniej niż te fizyczne, ale wszystko zależy od tego, jak bardzo lotny w temacie jest scenarzysta (mile widziana jest chociaż ogólna znajomość psychiki człowieka), jak aktor poradzi sobie z nową rolą i przede wszystkim czy zostanie w takim wydaniu zaakceptowany przez często kapryśnych widzów, którzy potrafią zalać scenarzystę tonami listów, prosząc w nich (a czasem też grożąc) o powrót „starego Janka”, bo jego nowa wersja kompletnie nie pasuje do serialu. Można by powiedzieć vox populi, vox Dei – bo to tak naprawdę widzowie, za pomocą słupków oglądalności, piszą te scenariusze.
Scenarzyści nie mogą przesadzić w wymyślaniu serialowych intryg lub przemian bohaterów – te metamorfozy – czy to fabularne, czy dotyczące tylko postaci jako takich, muszą być na tyle prawdopodobne, żeby widzowie uwierzyli w taką zmianę wątku.
Najłatwiej odświeżyć czyjś wygląd, najtrudniej jednak zmienić czarną owcę serialu w kogoś, kto nagle zaczyna działać charytatywnie, a wszyscy dookoła przekonują się, że warto takiej osobie ufać, choć do tej pory nie było ku temu powodów. A pozbyć się jej szkoda, bo kontrowersyjna metamorfoza to lepszy trik wobec słupków oglądalności niż kombinowanie wprowadzenia do fabuły kolejnego bohatera. O ile się tej czarnej owcy wcześniej nie ma zamiaru serialowo uśmiercić, bo to też jest wyjście, ale już ostateczne i niemal zawsze na prośbę aktora, któremu albo znudziła się gra w serialu, albo zwyczajniej dostał lepszą ofertę w innym.
Bohaterowie ponadto muszą się różnić: dlatego – jeśli teraz się zastanowić – w każdym serialu można znaleźć różnorodność pod względem typów urody bohaterów. Nie znajdzie się dwóch tak samo tlenionych blondynek, podobnie dwóch starszych panów z siwymi brodami. Każdy musi się od drugiego różnić i dodatkowo kojarzyć się z określoną cechą charakteru – kruczoczarna bohaterka jest stanowczą bizneswoman, blondynka jest delikatną i ciepłą matką, a szatyn to tajemniczy współlokator, który okazuje się być policjantem pod przykrywką sympatycznego studenta. Czasem też zmiana jest z góry ustalona w scenariuszu, niewymuszona sympatią widzów, ale i kategorycznie zakazana – bo kłóciłaby się z koncepcją serialu i nigdy do głosu nie dochodzą prośby oglądających.
Ale nie może być też tak, że widz nie jest zaskakiwany uładzoną wersją życia rodzinnego bohaterów, bo zaczyna się najzwyczajniej nudzić. Co prawda ta rodzina cieszy się ogromną sympatią oglądających, bo jest taka swojska i idealna (jest to podświadome marzenie każdego Polaka), ale nie zaszkodzi wprowadzić do niej jej co jakiś czas pewnych zawirowań na schematycznym tle synowa-teściowa lub innych problemów – kombinacji jest nieskończenie wiele na urozmaicenie, a wyobraźnia scenarzystów dobrze rozwinięta.
W serialach przegląda się także najczęściej mentalność i przyzwyczajenia Polaków, a przede wszystkim nasze wady narodowe, które powoli serialowa rzeczywistość piętnuje i każe w nas zmieniać. Ale ostatnio najbardziej popularne jest życie w stylu nowobogackim, a raczej bogatym, pełnym blichtru, sławy i wrażenia zamieniania wszystkiego, czego dotkną się bohaterowie, w sukces. Takie fabuły są dobre wizualnie, ale mimo wszystko przegrywają znacząco z fabułami, w których wartości rodzinne przedkłada się nad fortunę i sławę. W końcu widzami seriali są w większości ludzie, którym do szczęścia wystarczy spokój, spacery i szum telewizora, a nie żadne stresowe sytuacje w pracy. Młodzi właśnie robią to, co pokazuje np. „Samo życie” i na oglądanie seriali zwyczajnie nie mają czasu.
Hity wątków fabularnych
Najczęściej nowe postacie wprowadza się po to, by rozwinąć – najpopularniejszy chwyt serialowy – jakiś wątek romansowy (częstotliwość pojawiania się w roli „mąciciela” postaci kobiecych jest na równi z męskimi), zastąpić zmarłego nagle bohatera kimś nowym, ale – o dziwo? – mającym dużo cech nieżyjącej postaci (tutaj daje się we znaki lobby widzów tęskniących za nią i piszących o tym właśnie w listach do scenarzystów), ciąża u bohaterki, która wcale dzieci mieć nie zamierza (wywraca to rzecz jasna fabułę o 180 stopni, bo dziewczyna jest samotna, ojciec dziecka nie przyznaje się do niego, a ze strony rodziców nie spotyka się z akceptacją), a do której można dorzucić jeszcze wątek aborcyjny, oraz czyjś rozwód (niekoniecznie związany ze zdradą – tym mniej zrozumiały i pozwalający na domysły, czemu ktoś, będąc w szczęśliwym związku, decyduje się na taki krok). A najlepszym czasem na takie zmiany są nowe, odświeżające program ramówki, które pojawiają się po sezonach ogórkowych.
Pod lupą – jesienne, fabularne nowości w serialach
Czyli przegląd tego, co zobaczymy na szklanym ekranie wraz z nowymi odcinkami ulubionych seriali.
BrzydUla… nie, już ŚlicznUla!
Najbardziej znaną i dość kontrowersyjną przemianą, bo wprowadzającą tak naprawdę nową bohaterkę, jest metamorfoza niezbyt atrakcyjnej Uli w TVN-owskiej „BrzydUli” – będąca do tej pory pośmiewiskiem Domu Mody Febo and Dobrzański zwyczajna dziewczyna (wskutek wymogu fabuły) przejdzie niesamowitą przemianę wizerunkową. Spod rąk stylistów wyszła bowiem nowa wersja bohaterki („premiera” nowego wizerunku ma mieć miejsce w 188 odcinku, czyli na antenie TVN w okolicach października), zaś ze strony internatuów, którzy mogli już w sieci zobaczyć metamorfozę zdjęcie po zdjęciu, słychać pełne aprobaty głosy. Fani mają tylko nadzieję, że niezmanierowana dziewczyna z Rysiowa nie zmieni się wewnątrz, bo zaskarbiła sobie sympatię właśnie zdrowym podejściem do ciągłej pogoni za sukcesem i karierą, w którym nie ma zamiaru brać udziału.
M jak… metamorfoza
W jednym z najpopularniejszym serialu ostatnich lat, czyli w „M jak miłość”, zmieniali swój image niemal wszyscy, ale najczęściej zmiany dotykały aktorek: najgłośniejszą metamorfozą było obcięcie włosów przez Małgorzatę Kożuchowską i zafarbowanie blond fryzury na głęboką czerń przez Dominikę Ostałowską. Kasia Cichopek zrezygnowała z kolei z długich loków na rzecz krótkiej i modnej fryzury, podobnie Małgorzata Pieńkowska, której zmiana uczesania była spowodowana jej nagłą chorobą. Niezniszczalny jest jednak wizerunek dwójki najstarszych aktorów występujących w serialu – Teresy Lipowskiej i Witolda Pyrkosza. Ale o zmiany w ich przypadku trudno postulować, wręcz przeciwnie – nikt ich nie chce. Jako jedyni nie potrzebują zmieniać swojego serialowego wizerunku.
A co do aktualnych zmian, serial przeżywa delikatne wietrzenie damsko-męskich stosunków pomiędzy bohaterami. Głośne są pogłoski o pojawieniu się w serialu Joanny Dereszowskiej, znanej z serialu „Złotopolscy” policjantki i z głośnego filmu „Lejdis” pani redaktor, pięknej femme fatale, która prowadzi dość swobodny tryb życia, głównie miłosnego. Jej postać (Sandra) porządnie zamiesza w związku Małgosi i Tomka, przejmując rolę pani domu (Małgosia leży w szpitalu), matki i kochanki. Z kolei Stanisław, amant Reni, będzie miał zamiar oświadczyć się jej, ale z przyjęciem zaręczyn pojawi się problem. Kinga i Piotrek Zduńscy zdecydują się natomiast wyjechać z Warszawy ze względu na zdrowie Lenki.

„Na Wspólnej” seria stanów odmiennych
Niezmienna pod względem urody Renata Dancewicz zmieni się jednak fizycznie w nowych odcinkach serialu „Na Wspólnej” – zajdzie bowiem w ciążę z Adamem, co będzie dla męża spełnieniem marzeń. Z martwych zaś powstanie Grzegorz Zięba, co jest o tyle dziwne, że odtwórca roli – Leszek Lichota, zarzekał się, że nigdy nie wróci do serialu. Z kolei Maja ponownie stanie na ślubnym kobiercu, ale nie u boku Igora, tylko swego szefa, Tadeusza Nowickiego – nie wiadomo tylko, czy i z tego ślubu nie ucieknie tak jak to już jej się udało raz zrobić. Natomiast w przeciwną stronę będą się toczyły losy Kingi i Michała, których związek przeżywa od dłuższego czasu mocne trzęsienie przez pojawienie się Ilony – Michał po awanturze z żoną wyprowadzi się z domu, ale cała sprawa prawdopodobnie zakończy się o wiele tragiczniej.
Romansowe „Teraz albo nigdy!”
W jednym z nowszych seriali TVN-u także wzrośnie temperatura, ale głownie uczuć: nowa bohaterka grana przez Annę Muchę Olga wprowadzi niezłe zamieszanie do związku Andrzeja i Basi – zgodnie ze starym przysłowiem „stara miłość nie rdzewieje”.

Podobnie zaiskrzy gwałtowniej między Ewą a Jerzym, a rozwódka Marta rzuci się już całkowicie w ramiona Tomka. Miłosne perypetie bohaterów do zobaczenia od 6 września na antenie TVN.
Najciekawsze jest to, że najbardziej cierpią na tych zmianach dialogi, które w polskich serialach – odwrotnie niż w zagranicznych, np. w kultowym już „Doktorze House”, gdzie właśnie rozmowy między bohaterami po mistrzowsku napędzają akcję – pozostają drewniane do końca serii mimo zmian w zewnętrznej warstwie tasiemca. Najwidoczniej jeszcze dużo serii upłynie, zanim ilość odcinków przejdzie u nas w ich jakość.

Jak to się robi, czyli metamorfoza od kuchni
Jak najszybciej odświeżyć serial? Wprowadzając zmiany, to proste. Tasiemce mają bowiem to do siebie, że są bardzo ryzykownym produktem, potrafiącym szybko znaleźć się na fabularnej mieliźnie. Jeśli scenarzyści są kiepscy i na przykład nie potrafią przerobić podanego na tacy zagranicznego formatu na polskie realia, serial czeka telewizyjna śmierć, jeśli jednak odznaczają się dużą kreatywnością, to tasiemiec osiąga trzy zera w ilości odcinków, a wszyscy zatrudnieni na planie mogą się cieszyć stałym dopływem gotówki. Zmiany zmianami, tylko jak je się robi, żeby były dobre?
Czy metamorfozy charakterów bohaterów są dla widzów wiarygodne? Na pewno mniej niż te fizyczne, ale wszystko zależy od tego, jak bardzo lotny w temacie jest scenarzysta (mile widziana jest chociaż ogólna znajomość psychiki człowieka), jak aktor poradzi sobie z nową rolą i przede wszystkim czy zostanie w takim wydaniu zaakceptowany przez często kapryśnych widzów, którzy potrafią zalać scenarzystę tonami listów, prosząc w nich (a czasem też grożąc) o powrót „starego Janka”, bo jego nowa wersja kompletnie nie pasuje do serialu. Można by powiedzieć vox populi, vox Dei – bo to tak naprawdę widzowie, za pomocą słupków oglądalności, piszą te scenariusze.
Scenarzyści nie mogą przesadzić w wymyślaniu serialowych intryg lub przemian bohaterów – te metamorfozy – czy to fabularne, czy dotyczące tylko postaci jako takich, muszą być na tyle prawdopodobne, żeby widzowie uwierzyli w taką zmianę wątku.
Najłatwiej odświeżyć czyjś wygląd, najtrudniej jednak zmienić czarną owcę serialu w kogoś, kto nagle zaczyna działać charytatywnie, a wszyscy dookoła przekonują się, że warto takiej osobie ufać, choć do tej pory nie było ku temu powodów. A pozbyć się jej szkoda, bo kontrowersyjna metamorfoza to lepszy trik wobec słupków oglądalności niż kombinowanie wprowadzenia do fabuły kolejnego bohatera. O ile się tej czarnej owcy wcześniej nie ma zamiaru serialowo uśmiercić, bo to też jest wyjście, ale już ostateczne i niemal zawsze na prośbę aktora, któremu albo znudziła się gra w serialu, albo zwyczajniej dostał lepszą ofertę w innym.
Bohaterowie ponadto muszą się różnić: dlatego – jeśli teraz się zastanowić – w każdym serialu można znaleźć różnorodność pod względem typów urody bohaterów. Nie znajdzie się dwóch tak samo tlenionych blondynek, podobnie dwóch starszych panów z siwymi brodami. Każdy musi się od drugiego różnić i dodatkowo kojarzyć się z określoną cechą charakteru – kruczoczarna bohaterka jest stanowczą bizneswoman, blondynka jest delikatną i ciepłą matką, a szatyn to tajemniczy współlokator, który okazuje się być policjantem pod przykrywką sympatycznego studenta. Czasem też zmiana jest z góry ustalona w scenariuszu, niewymuszona sympatią widzów, ale i kategorycznie zakazana – bo kłóciłaby się z koncepcją serialu i nigdy do głosu nie dochodzą prośby oglądających.
Ale nie może być też tak, że widz nie jest zaskakiwany uładzoną wersją życia rodzinnego bohaterów, bo zaczyna się najzwyczajniej nudzić. Co prawda ta rodzina cieszy się ogromną sympatią oglądających, bo jest taka swojska i idealna (jest to podświadome marzenie każdego Polaka), ale nie zaszkodzi wprowadzić do niej jej co jakiś czas pewnych zawirowań na schematycznym tle synowa-teściowa lub innych problemów – kombinacji jest nieskończenie wiele na urozmaicenie, a wyobraźnia scenarzystów dobrze rozwinięta.
W serialach przegląda się także najczęściej mentalność i przyzwyczajenia Polaków, a przede wszystkim nasze wady narodowe, które powoli serialowa rzeczywistość piętnuje i każe w nas zmieniać. Ale ostatnio najbardziej popularne jest życie w stylu nowobogackim, a raczej bogatym, pełnym blichtru, sławy i wrażenia zamieniania wszystkiego, czego dotkną się bohaterowie, w sukces. Takie fabuły są dobre wizualnie, ale mimo wszystko przegrywają znacząco z fabułami, w których wartości rodzinne przedkłada się nad fortunę i sławę. W końcu widzami seriali są w większości ludzie, którym do szczęścia wystarczy spokój, spacery i szum telewizora, a nie żadne stresowe sytuacje w pracy. Młodzi właśnie robią to, co pokazuje np. „Samo życie” i na oglądanie seriali zwyczajnie nie mają czasu.
Hity wątków fabularnych
Najczęściej nowe postacie wprowadza się po to, by rozwinąć – najpopularniejszy chwyt serialowy – jakiś wątek romansowy (częstotliwość pojawiania się w roli „mąciciela” postaci kobiecych jest na równi z męskimi), zastąpić zmarłego nagle bohatera kimś nowym, ale – o dziwo? – mającym dużo cech nieżyjącej postaci (tutaj daje się we znaki lobby widzów tęskniących za nią i piszących o tym właśnie w listach do scenarzystów), ciąża u bohaterki, która wcale dzieci mieć nie zamierza (wywraca to rzecz jasna fabułę o 180 stopni, bo dziewczyna jest samotna, ojciec dziecka nie przyznaje się do niego, a ze strony rodziców nie spotyka się z akceptacją), a do której można dorzucić jeszcze wątek aborcyjny, oraz czyjś rozwód (niekoniecznie związany ze zdradą – tym mniej zrozumiały i pozwalający na domysły, czemu ktoś, będąc w szczęśliwym związku, decyduje się na taki krok). A najlepszym czasem na takie zmiany są nowe, odświeżające program ramówki, które pojawiają się po sezonach ogórkowych.
Pod lupą – jesienne, fabularne nowości w serialach
Czyli przegląd tego, co zobaczymy na szklanym ekranie wraz z nowymi odcinkami ulubionych seriali.
BrzydUla… nie, już ŚlicznUla!

Najbardziej znaną i dość kontrowersyjną przemianą, bo wprowadzającą tak naprawdę nową bohaterkę, jest metamorfoza niezbyt atrakcyjnej Uli w TVN-owskiej „BrzydUli” – będąca do tej pory pośmiewiskiem Domu Mody Febo and Dobrzański zwyczajna dziewczyna (wskutek wymogu fabuły) przejdzie niesamowitą przemianę wizerunkową. Spod rąk stylistów wyszła bowiem nowa wersja bohaterki („premiera” nowego wizerunku ma mieć miejsce w 188 odcinku, czyli na antenie TVN w okolicach października), zaś ze strony internatuów, którzy mogli już w sieci zobaczyć metamorfozę zdjęcie po zdjęciu, słychać pełne aprobaty głosy. Fani mają tylko nadzieję, że niezmanierowana dziewczyna z Rysiowa nie zmieni się wewnątrz, bo zaskarbiła sobie sympatię właśnie zdrowym podejściem do ciągłej pogoni za sukcesem i karierą, w którym nie ma zamiaru brać udziału.
M jak… metamorfoza
W jednym z najpopularniejszym serialu ostatnich lat, czyli w „M jak miłość”, zmieniali swój image niemal wszyscy, ale najczęściej zmiany dotykały aktorek: najgłośniejszą metamorfozą było obcięcie włosów przez Małgorzatę Kożuchowską i zafarbowanie blond fryzury na głęboką czerń przez Dominikę Ostałowską. Kasia Cichopek zrezygnowała z kolei z długich loków na rzecz krótkiej i modnej fryzury, podobnie Małgorzata Pieńkowska, której zmiana uczesania była spowodowana jej nagłą chorobą. Niezniszczalny jest jednak wizerunek dwójki najstarszych aktorów występujących w serialu – Teresy Lipowskiej i Witolda Pyrkosza. Ale o zmiany w ich przypadku trudno postulować, wręcz przeciwnie – nikt ich nie chce. Jako jedyni nie potrzebują zmieniać swojego serialowego wizerunku.A co do aktualnych zmian, serial przeżywa delikatne wietrzenie damsko-męskich stosunków pomiędzy bohaterami. Głośne są pogłoski o pojawieniu się w serialu Joanny Dereszowskiej, znanej z serialu „Złotopolscy” policjantki i z głośnego filmu „Lejdis” pani redaktor, pięknej femme fatale, która prowadzi dość swobodny tryb życia, głównie miłosnego. Jej postać (Sandra) porządnie zamiesza w związku Małgosi i Tomka, przejmując rolę pani domu (Małgosia leży w szpitalu), matki i kochanki. Z kolei Stanisław, amant Reni, będzie miał zamiar oświadczyć się jej, ale z przyjęciem zaręczyn pojawi się problem. Kinga i Piotrek Zduńscy zdecydują się natomiast wyjechać z Warszawy ze względu na zdrowie Lenki.

„Na Wspólnej” seria stanów odmiennych
Niezmienna pod względem urody Renata Dancewicz zmieni się jednak fizycznie w nowych odcinkach serialu „Na Wspólnej” – zajdzie bowiem w ciążę z Adamem, co będzie dla męża spełnieniem marzeń. Z martwych zaś powstanie Grzegorz Zięba, co jest o tyle dziwne, że odtwórca roli – Leszek Lichota, zarzekał się, że nigdy nie wróci do serialu. Z kolei Maja ponownie stanie na ślubnym kobiercu, ale nie u boku Igora, tylko swego szefa, Tadeusza Nowickiego – nie wiadomo tylko, czy i z tego ślubu nie ucieknie tak jak to już jej się udało raz zrobić. Natomiast w przeciwną stronę będą się toczyły losy Kingi i Michała, których związek przeżywa od dłuższego czasu mocne trzęsienie przez pojawienie się Ilony – Michał po awanturze z żoną wyprowadzi się z domu, ale cała sprawa prawdopodobnie zakończy się o wiele tragiczniej.
Romansowe „Teraz albo nigdy!”
W jednym z nowszych seriali TVN-u także wzrośnie temperatura, ale głownie uczuć: nowa bohaterka grana przez Annę Muchę Olga wprowadzi niezłe zamieszanie do związku Andrzeja i Basi – zgodnie ze starym przysłowiem „stara miłość nie rdzewieje”.

Podobnie zaiskrzy gwałtowniej między Ewą a Jerzym, a rozwódka Marta rzuci się już całkowicie w ramiona Tomka. Miłosne perypetie bohaterów do zobaczenia od 6 września na antenie TVN.
Najciekawsze jest to, że najbardziej cierpią na tych zmianach dialogi, które w polskich serialach – odwrotnie niż w zagranicznych, np. w kultowym już „Doktorze House”, gdzie właśnie rozmowy między bohaterami po mistrzowsku napędzają akcję – pozostają drewniane do końca serii mimo zmian w zewnętrznej warstwie tasiemca. Najwidoczniej jeszcze dużo serii upłynie, zanim ilość odcinków przejdzie u nas w ich jakość.
Magdalena Mania




























