Przy kawie - Wywiad z Rafałem Wieliczko

Redaktor We-Dwoje, autor lubianych felietonów „Okiem taty” i nie tylko, Rafał Wieliczko 30 października debiutuje swoją pierwszą książką. Nie kupimy jej w księgarni, a wyłącznie na portalu We- Dwoje.
/ 21.10.2009 07:58
Redaktor We-Dwoje, autor lubianych felietonów „Okiem taty” i nie tylko, Rafał Wieliczko 30 października debiutuje swoją pierwszą książką. Nie kupimy jej w księgarni, a wyłącznie na portalu We-Dwoje.

Przy kawie - Wywiad z Rafałem Wieliczko
fot. Urszula Skowrońska

Od kiedy zacząłeś przygodę z pisaniem, jakie style preferujesz, co cię inspiruje?

To właściwie trzy pytania w jednym, a szczegółowa odpowiedź na każde z nich zajęłaby naprawdę sporo miejsca. Postaram się jednak nie zanudzić swoimi wywodami. Kiedy zacząłem? Praktycznie już w szkole podstawowej, gdyż pamiętam, że na jednym z „wieczorków literackich” w drugiej klasie prezentowałem coś, co nosiło tytuł „Ufo w mieszkaniu i na planecie baśni”. W moim przekonaniu była to wspaniała historia i nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego innym się niezbyt podoba. To były takie pierwsze podrygi. W szkole średniej natomiast pisałem dużo i często, dzisiaj określilibyśmy to mianem „horrorów klasy...” nawet nie B ani C, podejrzewam, że ta twórczość dostałaby literę z końca alfabetu. Ale w wymyślanych przeze mnie przygodach brali udział moi znajomi, wszystko rozgrywało się w środowisku dobrze mi znanym (szkoła, internat), więc i poczytność moich rękopisów była dość spora. Zwłaszcza wśród dziewcząt. Rękopisy te nadal leżą w mojej szafie, ale nawet do nich nie zaglądam, bo dziś porażają tylko swoją infantylnością. Po horrorach przyszedł czas fascynacji literaturą fantasy i choć miałem kilka pomysłów, to tak naprawdę ukończyłem tylko trzy opowiadania, z czego zaledwie jedno dobre. Potem zaś zacząłem tzw. dorosłe życie i zaczęło brakować w nim czasu na swobodne pisanie. Jednak, moje narastające zainteresowanie grami komputerowymi doprowadziło do tego, że zapragnąłem popróbować swoich sił w ich recenzowaniu. Wysłałem próbki takich tekstów do wrocławskiego CD-Action i – o dziwo! - spodobały się. To dało mi nową wiarę we własne umiejętności i w efekcie skutkowało prawie dwuletnią współpracą z tym magazynem. I pewnie trwałoby to do dziś, gdyby nie moje studia dziennikarskie i ludzie, których tam spotkałem, a zwłaszcza uznany reportażysta Franciszek Piątkowski. To on właśnie pokazał mi, że stać mnie na coś o wiele lepszego niż recenzje gier i umiejętnie pokierował rozwojem moich zdolności. Dzięki niemu zwróciłem się w stronę felietonów, komentarzy, krótkich opowiadań (już nie fantasy i horror), zacząłem doskonalić swój warsztat. Jeszcze przed rozpoczęciem studiów założyłem swojego pierwszego bloga i nagle okazało się, że niektóre z moich przemyśleń są polecane i żywo komentowane przez czytelników. Pomyślałem, że mógłbym to robić na szerszą skalę, skoro podoba się to kilku osobom, to czemu nie większej ilości? I zacząłem szukać „źródeł ujścia”. Znalazłem i popłynąłem. Pierwszy, drugi, trzeci tekst... i okazało się, że moje „wypociny” naprawdę się podobają. I każdy kolejny pozytywny oddźwięk tylko zachęcał mnie do dalszej pracy. A co mnie inspiruje? To, co zaobserwuję. Zobaczę coś, usłyszę... i od razu mam ochotę skomentować na swój sposób, dorzucając kilka własnych przemyśleń. Nie oznacza to jednak, że wypowiadam się na każdy temat, czy ktoś chce czytać, czy nie chce. Są tematy, których praktycznie wcale nie ruszam. Większość moich tekstów dotyczy codziennego życia i zwykłych ludzi. Często denerwuje mnie otaczająca nas rzeczywistość, sposób zachowania niektórych osób oraz fakt, że coraz bardziej zanika szczerość, zaufanie, uśmiech, radość... Ludzie stają się zamknięci w sobie, skupieni wyłącznie na swoim „ja”, przestają nie tylko zwracać uwagę na innych, ale i na ewentualne reakcje, jakie ich własne zachowanie może wywołać w otoczeniu. A we mnie aż się „gotuje” wtedy. Oczywiście nie wszyscy się tak zachowują, ale wielu – zwłaszcza młodych – ludzi preferuje typowo olewcze i egoistyczne podejście do życia.

Skąd wziął się pomysł na wydanie książki?
Jak to mówią „z niczego, czyli z głowy”. Przychodzi taki czas w życiu, że chciałoby się swoje słowa ujrzeć nie tylko na ekranie, ale również w wersji papierowej. I choć w czasach współpracy z „CD-Action” moje teksty były drukowane i miałem w ręku „fizyczny dowód”, to jednak „książka” brzmi dumnie! Ale skłamałbym twierdząc, że to tylko mój pomysł. Nieraz bowiem dochodziły do mnie głosy od czytelników „dobrze by było, gdybyś zrobił z tego książkę”, „chciałbym mieć te teksty pod ręką, bez konieczności szukania w sieci” itd. itp. Okazało się jednak, że próba wydania książki za pośrednictwem oficjalnych wydawnictw to, dla debiutującego autora, rzecz granicząca z cudem, dlatego postanowiłem wziąć sprawy we własne ręce i zrobić to samemu. Czy ryzyko się opłaci – czas pokaże... Jeśli przedsięwzięcie zakończy się sukcesem, wówczas w życie zacznę wcielać kolejne dwa projekty.

Opowiesz nam o nich?

Tylko pokrótce, gdyż nie chcę wybiegać zbytnio w przyszłość, nie znając efektów pierwszych poczynań. Te dwa projekty to również książki, które chciałbym wydać. Pierwsza z nich to zebrane w jedną całość wszystkie felietony „Okiem taty”, które złożą się na pierwsze dwa lata życia mojego syna, druga zaś, to – z inspiracji jednej z koleżanek – pisany swobodnym stylem poradnik dla ojców, którzy, jak ja, musieli odnaleźć się w nowej dla siebie sytuacji, pod roboczym tytułem „Tato, trzymaj się!”.

Świat należy do odważnych, na pewno się uda. Opowiedz co znajdziemy w bieżącej książce i do kogo ją adresujesz?
Książka podzielona jest na trzy części, odpowiadające różnym rodzajom kawy (w końcu to „Zadra Cafe”!). I tak część pierwsza „...z mlekiem” to teksty spokojne, delikatne, omawiające różne aspekty rzeczywistości, niektóre wręcz z nutką nostalgii lub romantyzmu. W drugiej, zatytułowanej „...czPrzy kawie - Wywiad z Rafałem Wieliczkoarna, gorzka”, znajdują się ostrzejsze komentarze, bezpośrednio tyczące się różnych kwestii spornych, opinii, czy wydarzeń. Są one napisane bez ogródek, zgodnie z moimi przekonaniami, co w przypadku ich publikacji w internecie nieraz wzbudzało ożywioną dyskusję zawierającą tak pozytywne komentarze, jak i niezbyt przychylne opinie, aż do bezpośrednich wyzwisk włącznie. Trzecia grupa tekstów, pod wspólnym tytułem „...z rumem” to już głównie fikcja literacka w krótkiej formie. Zestaw kilku niedługich opowiadań, niektóre poważne, inne niekoniecznie... Ot, taka przejażdżka po różnych formach i tematach.
A do kogo adresuję swoje teksty? Odpowiedź jest prosta... Do wszystkich, którzy chcą czytać. I do tych, którzy uważają, że w dzisiejszym świecie nadal warto sięgnąć po książkę, zastanowić się nad słowem pisanym, przekazywaną myślą, pokiwać w zadumie głową, być może przemyśleć przeczytane zdania. Jak napisałem we wstępie, nie znajdzie się tu wartkiej akcji, łzawych romansów, panteonu bohaterów pozytywnych i negatywnych i innego rodzaju „sieczki”. Zdaję sobie sprawę, że taki zbiór tekstów jak mój, może mieć problem z przebiciem się do świadomości czytelniczej, ale wierzę w czytelników, a badania prowadzone obecnie w Ameryce pokazują, że dziennikarstwo powoli wraca znów na te tory, jest na nowo odkrywane, doceniane i ma przed sobą naprawdę interesującą przyszłość.

Czyli dla każdego coś dobrego - zapowiada się smacznie. A jaki rodzaj i sposób przyrządzania kawy preferujesz ty sam?
Sypana, parzona po turecku, czarna, posłodzona – taką piję od lat i praktycznie jestem od niej uzależniony. Gdyby nie to, nie wiem, czy udałoby mi się przetrwać kolejne dni na wysokich obrotach. Nie pogardzę jednak espresso, gdy potrzebna jest szybko działająca dawka kofeiny, latte dla relaksu oraz mrożoną kawą w upalne dni.

Zdradź mi jeszcze jak powstał twój nick internetowy „Zadra”, no i dlaczego właśnie tak, a nie inaczej?
To jest dość zawikłana historia. Wszystko zaczęło się od zupełnie innego nicku, pod którym początkowo znany byłem w sieci, na pierwszym blogu i jako redaktor wspominanego już CD-Action. Wówczas podpisywałem się „Colidor”. To zaś imię zapożyczone od bohatera moich opowiadań fantasy. Gdy jednak zakończyłem swoją współpracę z wrocławskim magazynem, a blog Colidora stracił rację bytu, musiałem znaleźć nową sieciową tożsamość. Nie chciałem szukać daleko, więc przemianowałem się na „Zadrę”, który w tych samych opowiadaniach był towarzyszem Colidora. Ot i cała historia, choć z racji zdecydowanie żeńskiego brzmienia owego nicka jak i tematyki moich tekstów, bywa, że biorą mnie za kobietę...

Jesteś tatą „na cały etat”. Czy ojcostwo i codzienne obcowanie z twoim synem zmieniło cię w jakiś sposób?
Na pewno schudłem – to taka zewnętrzna zmiana! W końcu bieganie za dzieckiem, codzienne spacery, wspólna zabawa, dużo śmiechu i o wiele zdrowsze odżywianie się, odkąd syn zaczął podjadać z naszych talerzy, to same korzyści. Ale wiem, że pytasz bardziej o te wewnętrzne aspekty. Pełną odpowiedź znajdziesz w książce, jest tam tekst „Ojcostwo niedocenione”, który omawia wszystkie te kwestie, natomiast pokrótce mogę powiedzieć, że zaszło we mnie wiele pozytywnych zmian. Na pewno inaczej spojrzałem na świat, musiałem nauczyć się wielu nowych rzeczy, sprostać różnorakim wyzwaniom. Całodniowa opieka nad dzieckiem to praktycznie szkoła przeżycia. Niby są podręczniki, które omawiają rozmaite zagadnienia, ale pamiętać należy o tym, ze teoria swoje, a praktyka swoje i nie ma jednego wzorca zachowań dzieci, tylko każde z nich jest odrębną indywidualnością, do której nie da się zastosować uniwersalnych rozwiązań. Stąd, w każdej nowej sytuacji należy umieć się znaleźć, odpowiednio reagować i działać. A nie jest to wcale łatwe. I choć niektórzy twierdzili, że nie wytrzymam dłużej niż parę miesięcy, to jednak jestem na co dzień z moim synem już ponad rok i tak naprawdę dobrze mi z tym. Nauczyłem się organizować swój czas i dzielić pomiędzy rodzinę, pracę i (niewielki, ale zawsze) odpoczynek.

W zdecydowanej większości dzieckiem w jego pierwszych latach życia opiekuje się mama, to ona bierze urlop macierzyński i rezygnuje na jakiś czas z pracy „na etacie”, jednak ilość ojców dokonujących tego wyboru w ostatnich latach wciąż rośnie. A co ciebie skłoniło do podjęcia tej decyzji?
Odpowiedź będzie bardzo prozaiczna: finanse. Rezygnacja z mojej pracy etatowej to utrata jedynie 1/3 dochodów rodzinnych, więc decyzja była prosta. Oczywiście potem zacząłem dziennikarską pracę online i to zaczęło przynosić dodatkowe dochody, oprócz tego trafiają się zlecenia poboczne, które staram się wykonywać „po godzinach”, czyli wtedy, gdy już żona zajmuje się dzieckiem i jakoś udaje się wszystko pogodzić. Dodatkowym czynnikiem decydującym była też chęć sprawdzenia się w nowej roli oraz „przebranżowienie zawodowe” gdyż tak naprawdę miałem lekko dosyć pracy w zawodzie grafika komputerowego trwającej już ponad dekadę. A człowiek w życiu musi podejmować nowe wyzwania. I na razie jakoś sobie radzę...

Wiem, że książkę będzie można kupić w szczególny sposób. Wyjaśnij proszę, jak dokonać jej zakupu wszystkim zainteresowanym czytelnikom?
Od samego początku założeniem było ominięcie księgarń, hurtowni, pośredników. Zbyt wiele życzą sobie za dystrybucję, do tego dochodzą jeszcze marże, poza tym, w księgarniach, bez odpowiedniej promocji, książka ginie... A mnie na taką formę promocji niestety już nie stać. Stąd mój szalony pomysł dystrybucji wyłącznie online, przy pomocy zamówień bezpośrednio na portalu We-Dwoje.pl i promocji wśród pozyskanych patronów medialnych. Właściciele We-Dwoje przychylnym okiem spojrzeli na moją prośbę, stając się zarazem głównym patronem medialnym przedsięwzięcia. Stąd też, już od 30 października 2009 roku (piątek), pod adresem polki.pl/we-dwoje/zadra-cafe,0.html będzie można ową książkę nabyć. Serdecznie zapraszam!

Życzę ci, aby udało ci się zrealizować twoje projekty i marzenia – trzymam kciuki!

Rozmawiała
Anna Łyczko Borghi

Redakcja poleca

REKLAMA