Gorzkie żale Kristen Stewart
Większość zwykłych śmiertelników marzy o sławie, ponieważ poza uwielbieniem mas przynosi ona także bardzo dostanie życie. Wyobraźcie sobie – te wszystkie premiery, te wszystkie kosztowne prezenty i darmowy catering. Olbrzymie wille, własne lotniska i prywatne wyspy. Przecież to raj! O co więc chodzi Kristen Stewart?

Gwiazda Zmierzchu jest najbardziej nadąsaną, najbardziej marudzącą i zrzędliwą aktorką ostatnich lat. W każdym wywiadzie kreuje się na wielką cierpiętnicę i co rusz narzeka albo na popularność, albo na swoich fanów, dzięki którym de facto zawdzięcza kolejne propozycje filmowe. Sławę porównuje do smutnego, wyizolowanego życia, jakie prowadzi wampir. Uważa, że na zdjęciach z czerwonego dywanu wygląda jak "ofiara gwałtu". Twierdzi, że nie może tego wszystkiego wytrzymać, że nigdy nie przypuszczała, że tak będzie wyglądało jej życie. Przeszkadza jej wszystko – wymierzone w nią obiektywy, odpowiadanie na dziwaczne pytania oraz tłumy wielbiących ją fanów, którzy chcą zwrócić na siebie jej uwagę. Jeśli wierzyć plotkom aktorka nieustannie narzeka nie tylko w wywiadach, lecz także w życiu prywatnym, co podobno zaowocowało rozstaniem z Robertem Pattinsonem, który nie mógł już z nią wytrzymać.
Kristen Stewart zawód aktora traktuje jak każde inne zajęcie. Uczy się roli, idzie na plan, gra i wraca do domu. Ot taka normalna praca. No prawie normalna, ponieważ jej efekty są podziwianie nie tylko przez pracodawcę, a cały świat. Teraz jest to już prawie niemożliwe, lecz jeśli od samego początku swojej kariery Kristen chciała pozostać anonimowa, to dlaczego nie zaczęła grać w teatrach? Przedstawienie wystawiane w jednym miejscu przez jakiś okres czasu nie zapewniłoby jej tylu fanów, co udział w hollywoodzkich produkcjach, które po zejściu z kinowego afisza są dostępne na DVD przez dwadzieścia cztery godziny na dobę w każdym zakątku świata.

Aktorka w wielu wywiadach dawała nam jasno do zrozumienia, że nie chce być kolejną Angeliną Jolie (biorąc pod uwagę jej kiepskie aktorstwo szanse na to i tak są marne). Stwierdzenie to trąci jednak fałszywą skromnością, ponieważ co innego, jeśli nie parcie na szkło sprawiło, że Kristen obrała taką a nie inną drogę już jako trzynastolatka. Zagrała u boku Jodie Foster w thrillerze Azyl, razem z takimi sławami jak Christopher Plummer, Juliette Lewis, Stephen Dorff, Sharon Stone i Danis Quaid wystąpiła w thrillerze Cold Creek Manor, pojawiła się w kilku hollywoodzkich produkcjach skierowanych do młodszych odbiorców – Zathura kosmiczna przygoda oraz Łapcie tę dziewczynę, w 2008 roku ponownie postawiła na towarzystwo największych sław Hollywood przyjmując rolę w filmie Co jest grane? (u boku Roberta De Niro, Bruce’a Willisa, Seana Penna, Stanley’a Tucci i Robin Wright Penn), a w końcu zdecydowała się zagrać główną rolę kobiecą w ekranizacji Zmierzchu, najbardziej czczonej przez miliony nastolatków książce ostatnich lat. Dlaczego Kristen przyjęła role w tych wszystkich produkcjach, skoro nie zabiegała o popularność?
Życie na świeczniku ma swoje plusy i minusy, i każdy o tym wie. Jednym z największych minusów – poza wyskakującymi zewsząd paparazzi, natrętnymi fanami oraz coraz to nowymi plotkami – jest to, że popularność nie trwa wiecznie. Może więc lepiej wziąć byka za rogi, robić dobrą minę do złej gry i dobrze wykorzystać ten czas, zamiast ciągle się nad sobą użalać. Po Zmierzchu przyjdzie kolejna wielka produkcja z nowymi gwiazdami, a ani nie należąca do piękności, ani przesadnie utalentowana Kristen Stewart z pewnością odejdzie w zapomnienie, tym samym zyskując upragniony spokój.
Fot. k-stewart.net
























