Elegancja i kobiecość – wywiad z Teresą Rosati

Uwielbiałam przyglądać się mamie i asystować jej przy przygotowaniach do wyjść na przyjęcia i bale karnawałowe. Do tej pory pamiętam chyba, a miałam wtedy zaledwie 8-10 lat, jej wszystkie kreacje – suknie długie balowe i krótkie na mniejsze przyjęcia, ich fasony, tkaniny, kolory.
Edyta Liebert / 30.09.2016 15:48

Już jako dziecko nosiła Pani w sobie zachwyt strojem. Jak bardzo garderoba mamy wpłynęła na Pani wyczucie stylu i wyobraźnię?

Bardzo silnie. Uwielbiałam przyglądać się mamie i asystować jej przy przygotowaniach do wyjść na przyjęcia i bale karnawałowe. Do tej pory pamiętam chyba, a miałam wtedy zaledwie 8-10 lat, jej wszystkie kreacje – suknie długie balowe i krótkie na mniejsze przyjęcia, ich fasony, tkaniny, kolory. Szczególnie zapadły mi w pamięci suknie: z czarnej jedwabnej tafty – krótkie i długie, długa w kolorze ecru i tzw. Dwuton o oryginalnym kolorze srebrzysto-gołębim. Inne ulubione kolory mojej mamy to stare złoto i różne odcienie zieleni. Pamiętam nie tylko ich deseń ale również ich świetny gatunek – miłe w dotyku, pięknie układające się na figurze. Pamiętam również plisowane elementy w sukienkach, bufkowate rękawy, kształt dekoltów czy sposób wykończenia góry. Szczególnie zapadła w mojej pamięci czarna dwuczęściowa sukienka – dół solejka do kolan, góra mały żakiecik z rękawem ¾ i charakterystyczną stójką przy szyi. To mój ulubiony wzór żakietu na szczególne przyjęcia. Zauważyłam, że są bardzo popularne wśród koronowanych głów. W takim fasonie brała ślub m.in. Camila – żona Księcia Karola, tylko w wersji płaszczowej do samej ziemi. Pamiętam uwagi, komentarze mamy jakie kolory łączą się ze sobą najlepiej, co jest w dobrym, a co w złym guście.


Media lansują Panią na osobę niezwykle ciepłą i rodzinną, a stroje które Pani projektuje mają najczęściej stonowany charakter. Czy są chwile szaleństwa w tworzeniu?

Nie wszystkie stroje mają stonowany charakter. Przeważnie te, które są przeznaczone dla kobiet ze środowiska dyplomatycznego są bardziej klasyczne – bo wiadomo, że protokół zarówno oficjalny jak i dyplomatyczny rządzi się zupełnie innymi prawami. Trudno natomiast zaliczyć kolekcje z lat 2003-2007, na czele ze słynna suknią falą z czarnej tafty, do stonowanych, bez fantazji. W niektórych przypadkach zarzucano mi nawet, że „ Rosati częściej rozbiera niż ubiera kobiety, nadmiernie eksponując jej wdzięki”. Ale na wybiegu wszystko jest dozwolone. Moje projekty nosiły i noszą również kobiety ze środowisk artystycznych czy tzw. Show biznesu. Od dwóch lat linia młodzieżowa, której inspiracją była moja córka, „For Weronika” to mini, przepastne dekolty, żywe kolory i śmiałe połączenia tkanin. Ostatnia kolekcja inspirowana latami 60-tymi i 70-tymi cieszy się dużym powodzeniem.

O Pani twórczości pisano: To połączenie prostoty, elegancji i kobiecości. Czy dzisiaj zmieniłaby Pani któreś z tych haseł lub dodała jakieś nowe?

Są wciąż aktualne. Może dodałabym – my kobiety eksponujemy to co mamy najlepsze, najpiękniejsze, a nie demonstrujemy tego, co nieco mniej udane, staramy się odpowiednio zakamuflować. Bo najważniejsze jest nasze dobre samopoczucie.

Kiedy szkicuje Pani nowy projekt, to gdzie uciekają myśli?

Pierwsze szkice projektu powstają w głowie, w mojej wyobraźni. Szkic na papierze, to końcowy etap powstawania modelu, to moment tuż przed przekazaniem go do realizacji. Mały notes i długopis towarzyszą mi wszędzie: w domu, samochodzie i obowiązkowo w torebce. Zdarzyło mi się czasem, że w czasie przyjęcia w jakimś zacisznym zakątku szkicowałam projekt, który właśnie narodził się w mojej głowie…W towarzystwie uchodzę raczej za osobę małomówną – a ja po prostu jestem daleko czasem myślami w swoim świecie mody: przywracając dawno oglądane filmy, ulubione obrazy czy kadry z dawnych wydarzeń rodzinnych, które na zawsze pozostały w mojej pamięci. No i przede wszystkim, wspomnienia z niezwykle interesującego i inspirującego pod tym względem życia u boku męża ( już 36 lat! ) z licznych bardziej lub mniej oficjalnych podróży, ze spotkań z kobietami o różnych narodowościach i kulturach.

Co jest przyjemniejsze – efekt końcowy czy sam pomysł?

Trudno powiedzieć.

Jakich wyborów powinna dokonywać kobieta stając rano przed swoją garderobą?

Właściwych – stosownych do swojego środowiska, pracy, planu dnia i pory roku.

Dla kogo jest najprzyjemniej projektować?

Myślę, że dla kobiet które wiedzą czego chcą, które mają wyczucie smaku i …dobrą figurę. Najtrudniej jest tworzyć dla kobiet o nietypowej sylwetce, które czasem nie zdają sobie sprawy ze swoich niedoskonałości. Łatwiej dla kobiet odważnych, otwartych na wszelkie zmiany, o większej wyobraźni.

Jaki z dodatków podnosi jakość każdej kreacji?

Zdecydowanie buty, potem biżuteria. Biżuteria może wyeksponować walory modelu, a nieodpowiednia, bez wyczucia może zaszkodzić.

Czy ma Pani ulubione akcesoria mody?

Tak. Buty, torebki i biżuteria.

Życzę spełnienia marzeń oraz wielu pięknych butów i torebek…



Rozmawiała Izabela Jabłonowska

Zobacz galerię zdjęć Sukni Teresy Rosati z premierowej kolekcji " For Weronika" Luty 2006r."

Redakcja poleca

REKLAMA